Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

wszyscy mówią po polsku

sobota, 03 października 2009 19:26

Większość młodych obcokrajowców zna przynajmniej 2 słowa po polsku: na zdrowie!
lol!

komentarze (2) | dodaj komentarz

Naprawdę Polska B

środa, 30 września 2009 19:57


Nigdy nie zgadzałam się albo nie chciałam zgadzać się ze stwierdzeniem, że Białystok i Podlasie to Polska B, ale brutalnie mnie do tego zmuszono.


Studenci Uniwersytetu w Białymstoku, którzy wyjeżdżają na Erasmusa dostają 270 euro miesięcznie, dodatkowo jeszcze w lipcu musieliśmy zapłacić za akademik za pół roku z góry - z kaucją wyszło około 5 tys zł, więc niemało! Studenci UW dostają 350 euro,  z kolei studenci z Nowego Sącza  i wszyscy inni Erasmusi zagraniczni mają stypendia w wysokości 500 euro miesięcznie. Skąd taka różnica skoro program jest międzynarodowy? I dlaczego akurat Podlasie musi dostawać najmniej? Podejrzewam, że pytanie to pozostanie bez

komentarze (2) | dodaj komentarz

leniwie

środa, 30 września 2009 17:42
 
W miarę szybko przyzwyczaiłam się do tego, że jestem w Weronie, minął już ponad tydzień i z jednej strony szybko zleciało, z drugiej życie tutaj toczy się jakoś tak bardzo leniwie - czas liczy się na ten przed sjestą i po niej.


Na uczelni załatwiłam już prawie wszystkie sprawy urzędowo - administracyjne, po wielkich trudach wybrałam w końcu przedmioty i ułożyłam sobie plan, co było nie lada wyzwaniem.


Ogólnie muszę wyrobić 30 punktów ECTS, pierwszy rzut oka na listę kursów sprawił, że podskoczyłam z radości, większość zajęć ma 9 punktów, czyli wystarczyłoby wybrać jakieś 4 przedmioty! O ja głupia naiwna!!! Niestety zajęcia wyżej punktowane są, o zgrozo!!!, 4 razy w tygodniu, inne przynajmniej 2 a te, które są raz w tygodniu, nie pasują mi zupełnie! Mózg mi parował, kiedy kombinowałam jak dopasować zajęcia, żeby nie kolidowały albo ze sobą, albo z kursem włoskiego. Jakoś się udało, ale mimo, że mam po 2-3 wykłady dziennie, to mam tyle okienek, że najwcześniej kończę o 16.30, w Białymstoku rozłożyłabym pewnie zajęcia na 1 lub 2 dni, a i to bez przesadnego przemęczania się.

Sama Werona jest naprawdę śliczna, między bajki można włożyć stwierdzenie, że jedynym ciekawym zabytkiem jest osławiony balkon Julii, po którym wspinał się Romeo. Owszem balkon jest, ale niezbyt zachwyca. To, co nadaje klimat miastu to wąskie uliczki z kafejkami, zaułki, pozostałości po starożytnych budowlach, place, niby nic szczególnego, ale jakoś inaczej niż u nas. Wieczorami chce się po prostu wyjść i połazić, albo tak po prostu usiąść na placu (na schodach bądź na chodniku) i patrzeć na ludzi. Może mam tak z nudów? Nie wiem, ale na razie mi się podoba!

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chyba wypadałoby coś napisać

środa, 23 września 2009 23:02



A więc w końcu, z wielkim właściwie żalem i wielkimi obawami związanymi z wyjazdem, jestem w Weronie. Dojechałam o dziwo cała i zdrowa, aczkolwiek mocno powyginana, mocno obolała i w ogóle mocno zmęczona, bo po 28 godzinach w autokarze (nie wiem jaka cholera mnie podkusiła, żeby autokar wybrać!?!?).

Dotelepałam się do akademika, z braku sił i chęci do ciągania się z ogromnym plecakiem, jeszcze ogromniejszą walizką, laptopem i torbą, zdecydowałam się odżałować 10 euro na taksówkę! Akademik okazał się jedenastogwiazdkowym hotelem, jak doliczyłam się na logu, na wpół wynajmowanym studentom, na wpół normalnym gościom. Warunki naprawdę przyzwoite, mieszkamy w 4 osobowych mieszkankach, 2 dwuosobowe pokoje w każdym, dwie łazienki, wspólna kuchnio-jadalnia i duży taras, czyli raczej niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. Fakt, przydałaby mi się kołdra, bo dali tylko poduszki, no i na razie śpię sobie pod poszewką, dopóki jest ciepło, obejdę się bez kocyka! :D Mieszkam sobie na razie sama w pokoju, przywłaszczyłam sobie fajniejsze łóżko, komódkę, zostawiając mojej przyszłej współlokatorce więcej miejsca w szafie, tak w ramach rekompensaty! :D A w pokoju obok Włoszka, chociaż mieszkająca od dziecka w Anglii, przez co jej włoski jest mniej więcej taki jak mój, ale się dogadujemy! ;)


Ogólnie rzecz biorąc na razie niewiele się dzieje, nie wiem właściwie po co przyjechałam na ten tydzień organizacyjny, miały być kursy językowe na różnych poziomach, a jest tylko dla początkujących, no ale poznaję miasto, załatwiłam wszystkie formalności - mam chyba z 5 różnych legitymacji, identyfikatorów itp., musiałam aż zrobić przemeblowanie w portfelu! :D


A miasto fantastyczne, stare z mnóstwem ruin i niepowtarzalnym klimatem. Byłoby super jakby jeszcze ludzie dopisali, bo na razie integracja marniutka, bo w ogóle nie wiem co to za zwyczaje, żeby większość studentów wyjeżdżających do Włoch znała angielski zamiast włoskiego!?!?

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pierwszy raz...

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 11:56

 

... zostałam matką chrzestną... cielaczka ;)

Napawa mnie to niejako dumą, ponieważ jest to mój pierwszy chrześniak, a poza tym pomagałam mu przyjść na świat ciągnąc go za nóżki!

A Karolinka już jest leniwa i uparta, czyżby po cioci? 0:-)

komentarze (1) | dodaj komentarz

to nie koniec

sobota, 21 marca 2009 23:45

 

Częstotliwość, z jaką pojawiają się tu wpisy jest zatrważająca, nie mniej jednak nie zamierzam na razie likwidować tego bloga. Jakby nie było, jest to jakaś cząstka mnie :D i być może uda mi się kiedyś opanować trudną sztukę systematyczności (nie tylko w dodawaniu notatek).

komentarze (2) | dodaj komentarz

czyżby jakaś dolegliwość? ;D

sobota, 15 listopada 2008 15:00

W końcu mam pierwszy, od 4 tygodni, wolny weekend, bez zajęć w Warszawie, bez pracy u taty, po prostu wolny i cały dla siebie! Miałam wylegiwać się w łóżku i cieszyć się słodkim nieróbstwem, a wieczorami spotkać się ze znajomymi. Tymczasem dziś wstałam koło 9, zjadłam śniadanie i usiadłam przed telewizorem, żeby w spokoju napić się kawy, i stwierdziłam, że... się nudzę. Zaczęłam sprzątać, potem zajęłam się przygotowaniem obiadu dla rodzinki, a w międzyczasie robiłam ćwiczenia na następny zjazd. Czy to już pracoholizm?

komentarze (0) | dodaj komentarz

Studencki żywot

wtorek, 14 października 2008 9:57

W ostatni weekend miałam swój pierwszy raz, tzn. no, pierwszy zjazd w Warszawie. W sobotę zajęcia były ot takie sobie, generalnie nic szczególnego, ale w niedzielę od razu wiedziałam, że wybrałam dobrze, warsztaty translatoryczne były świetne. No, ale jak się dowiedzieliśmy od dumnych profesorów studiujemy w najlepszej i najstarszej szkole tłumaczeniowej w Polsce, a to zobowiązuje! I chyba szkoła przyjmuje tylko elitę :D bo na roku jest aż... 11 osób.

Z kolei wczoraj, na Zarządzaniu miałam pierwsze w życiu zajęcia ze statystyki i może nie będzie tak strasznie, jak się o tym słyszy, bo facet wydaje się być w porządku, no ale to dopiero wyjdzie w praniu!

komentarze (1) | dodaj komentarz

Świątecznie

wtorek, 14 października 2008 9:50


Świąteczny sznapsik - podtrzymywanie tradycji przez nauczycielki wykształcone choć nie praktykujące! :D

komentarze (0) | dodaj komentarz

W zdrowym ciele...

środa, 17 września 2008 9:35

 

Nie ma to jak basen o 7 rano przed pracą! :)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sukces! :)

wtorek, 16 września 2008 9:22

 

Od października będę sobie lingwistykę stosować - dostałam się na studia!!! Juppi! :)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wpis sponsoruje literka A: A jak Aneta, A jak Aga, A jak Amici :)

środa, 27 sierpnia 2008 11:24

 

Poza nielicznymi trudniejszymi momentami, robiąc bilans pod koniec drugiego miesiąca wakacji muszę stwierdzić wulgarnie, że są zajebiste. Fakt nie wyjeżdżałam zbyt dużo i brakuje mi pluskania w jeziorku, aż skóra na palcach się zmarszczy :D, ale dzięki ludziom zwlaszcza tym najbliższym jest świetnie. Po prostu w dobrym gronie, nawet najmniejsze rzeczy cieszą! ;)

W sprawie tytułu, żeby nie było niejasności: inne osoby np. na S, M, czy K klasyfikują się w przedziale A jak Amici! ;)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Energy drink czyli refleksje pourodzinowe

środa, 27 sierpnia 2008 11:07

 

Niedawno stuknęły mi 23 latka, ale nie czuję się z tego powodu ani bardziej mądrzejsza, ani tym bardziej jeszcze się nie rozsypuję. Ot, po prostu dobra okazja na przyjmowanie życzeń i prezentów, chociaż prezenty przyjmuję zawsze, o każdej porze dnia i nocy. J

 

Nie mniej jednak, tydzień po urodzinach dopadła mnie depresja, może nie jakaś potworna, ale męcząca. Miałam poczucie, że życie ucieka mi przez palce, że brakuje mi czegoś (kogoś pewnie też), że właściwie nic nie robię, że się nie rozwijam, a nawet, że się „uwsteczniam” i takie tam. Złe samopoczucie spotęgowała jeszcze świadomość, że od października czeka mnie cięższa niż zazwyczaj praca, a to są właściwie ostatnie beztroskie chwile. Co najdziwniejsze, mimo depresyjnych myśli, miałam naprawdę dużo energii, którą musiałam wyładować, bo inaczej pogrążyłabym się jeszcze bardziej – wiadomo, że za dużo myślenia o życiu szkodzi!

Świetnym lekarstwem na smutki okazał się być rower, już dwie kilkudziesięciokilometrowe przejażdżki w weekend wyleczyły mnie skutecznie - fizyczne zmęczenie naprawdę działa kojąco na mózg! Energii mi nie brakuje, pomysłów pewnie też nie powinno zabraknąć więc będzie dobrze.

Podjęłam też ostateczna decyzję o wyprowadzce z rodzinnego domu i powoli przygotowuję na to rodziców. W zależności od tego jak się sprawy ułożą, wyprowadzam się najpóźniej za 4 miesiące, ale czuję, że to już najwyższy czas!

 

Porządne „przewietrzenie” umysłu ma też inne, dobroczynne działanie: jestem właściwie bezkonkurencyjna w biurowych rozgrywkach w „Literaki” i oby tak dalej! ;)

 

A i chyba naprawdę mam ADHD! :D

komentarze (0) | dodaj komentarz

O wierze słów kilka

piątek, 25 lipca 2008 18:23

Oglądając relację ze Światowych Dni Młodzieży w Sydney poczułam swego rodzaju tęsknotę, za odległymi już czasami oazy i pełniejszym uczestnictwem w życiu Kościoła. Chodzę do Kościoła w każdą niedzielę lecz niestety nie z każdej mszy coś wynoszę. I chociaż wiara i modlitwa to rzeczy bardzo indywidualne, to brakuje mi trochę tego uczestnictwa grupowego, wśród dobrych znajomych, takiego spontanicznego i radosnego. Chciałabym częściej odczuwać, że chodzenie do Kościoła jest "fajne", a zwykła piosenka bardziej przybliża do Boga, niż odklepane litanie. Ale może jeszcze kiedyś! ;)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gdy szef jest kosmitą

czwartek, 24 lipca 2008 18:07

Właściwie mojego szefa nawet chyba do kosmity porównać nie można, bo te zielone stwory kojarzą mi się raczej z istotami inteligentnymi. Faktem jest, że lepszy szef idiota niż despota, jak stwierdził autor artykułu.
Podejrzewam, że pan X i pani Y (nie zapominajmy o równie mądrej szefowej) na stałe zagoszczą w "rubryce" praca tego bloga!

- Sobota, szefowa dzwoni do mojej koleżanki, aby spytać o mój numer – no niech będzie, że jej się imiona pomyliły, bo jak można nie pamiętać, że ma w swojej komórce moje 2 numery, a podejrzewam, że jeszcze i 3 – domowy, tak na wszelki wypadek! :D Dodam, że dzwoniła tylko po to, żebym przetłumaczyła im napis na t-shircie, którego nawet przeliterować nie potrafili, no, ale czego można wymagać?!

- Wtorek telefon od szefa, będącego akurat na urlopie we Francji: „Pani Karolino, zadzwoni pani do hotelu,… tak tego, w którym jesteśmy! I spyta pani czy klienci hotelu muszą płacić za leżaki na plaży!” – no bez komentarza po prostu.

Zapewne CDN!

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 4537

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O mnie

Mocno stąpająca po ziemi optymistka/marzycielka. Domatorka nieumiejąca długo zagrzać w jednym miejscu. Zarządzająca romanistka, uwielbiająca język francuski, a także język i kuchnię włoską oraz samych Makaroniarzy.
Marzy: o własnej działce nad jeziorem, by się móc taplać do woli, o dłuższych wycieczkach rowerowych i o podróży za jeden uśmiech. :)